Wystawy

Wystawa fotografii Geralda Howsona „Bardzo Polska Sprawa“ w DSH

Ocena użytkowników:  / 0
SłabyŚwietny 

Na wystawie zostanie zaprezentowanych blisko 60 znakomitych, czarno-białych fotografii wykonanych przez brytyjskiego malarza, fotografa i historyka Geralda Howsona w 1959 roku w Warszawie, Krakowie, Nowej Hucie i Lublinie, a także film dokumentalny o autorze zdjęć. Eksponowane będą głównie nieznane w Polsce i niepublikowane zdjęcia pokazujące codzienność końca lat 50. w PRL-u.

 


Kuratorem wystawy jest Bogdan Frymorgen, producent i dziennikarz radiowy; londyński korespondent radia RMF FM i były współpracownik BBC World Service, członek ZPAF, który od 2008 roku opiekuje się archiwum Howsona i tak ją opisuje:
W 1959 Gerald Howson przyjechał do Polski na zlecenie pisma „The Queen“. Miał przywieźć zdjęcia do artykułu o zimnowojennych realiach naszego kraju. Ten niemówiący po polsku, niepozorny Brytyjczyk włożył do plecaka dwa aparaty Leica i przenośną ciemnię. Swoją wyprawę rozpoczął w Lublinie, potem pojechał do Krakowa, następnie do Warszawy. Wiedział o wojennej tragedii Polaków, ale nie znał szczegółów tego dramatu. Chodząc po ulicach Krakowa, Lublina i Warszawy nie wydawał fotograficznych osądów. Obserwował, fotografując wszystko, co jego zdaniem było niebrytyjskie. Po studiach malarskich w Londynie, Howson dysponował formalnymi narzędziami pracy. Używał ich jednak subtelnie. Nie chciał, by przerysowany artyzm przysłonił zadanie, które miał do wykonania: uwiecznić rzeczywistość gomułkowskiej Polski. Ale nie w krzywym zwierciadle, lecz w okazującym prawdę, wrażliwym na estetykę obiektywie. To z tej powściągliwości zrodził się cykl niepowtarzalnych fotografii. Kadry Howsona są kompozycyjnie spójne, a ich stateczna dynamika zdaje się odzwierciedlać jego życiowe doświadczenie, które zdobył mieszkając podczas wojny w Londynie, czy później we frankistowskiej Hiszpanii. To nie są zdjecia  przypadkowego gapia zza kanału La Manche. Widać w nich liczne punkty odniesienia, a wrażliwość autora wyraźnie nadaje ton jego patrzeniu. Z biegiem czasu, nabierają one uniwersalnego znaczenia.
W maju 1959 roku Gerald Howson, po trzytygodniowej podróży po Polsce, wrócił do Anglii z kilkunastoma rolkami filmów (negatywy wywiózł w nogawkach spodni). Jednak redakcja czasopisma „The Queen” odmówiła publikacji zdjęć, ponieważ artykuł, który miał ilustrować nigdy nie powstał. Polska ambasada kipiała ze złości - Howson zamiast PRL-owskiej utopii sfotografował wyłącznie udrękę pogrążonego w biedzie kraju. Zdaniem attaché kulturalnego polskiej ambasady, Brytyjczyk powrócił znad Wisły z obrzydliwym zbiorem ponurych kadrów. Archiwum trafiło do szuflady, gdzie przeleżało prawie pół wieku. Spośród kilkuset fotografii, zaledwie kilka opublikował brytyjski dziennik „The Daily Telegraph”. Cześć zdjęć z archiwum Geralda Howsona prezentowanych było jedynie w Centrum Kultury Żydowskiej w Krakowie oraz w Ośrodku Brama Grodzka w Lublinie.
W Krakowie Howson spędził kilka dni. Fotografował pożydowski Kazimierz, komunistyczne festyny, uliczne zabawy, dzieci i rytuały codzienności. Są też obrazy z Nowej Huty. „Byłem zafascynowany Krakowem” - wspominał - „szczególnie interesował mnie Kazimierz. Wyglądał jak z powieści Dostojewskiego, na wpół opuszczony i odarty z przeszłości. Pamiętam historyczne centrum miasta i przerażającą w swej stylistyce Nowa Hutę”. Mimo że nie mówił po polsku, nie bał się podchodzić blisko - interesowały go twarze, codzienne sytuacje i atmosfera Krakowa. Mniej budynki. Te jawią się na jego fotografiach niczym scenografia.
W Lublinie fascynuje go zderzenie renesansowego miasta ze wsią i symbolika kościoła. Do dziś pamięta zakonnice w „monumentalnych” habitach i żebrzące staruszki, targi konne spowite poranną mgłą. Nieświadomie, podobnie jak w Krakowie, Howson chodzi po zgliszczach kultury żydowskiej. Pamięta, że nikt o Zagładzie nie rozmawiał. Odwiedza też KUL. W Warszawie scena jest inna. Bohaterem jest raczkujące po kataklizmie miasto. Howson zatrzymuje w kadrze zupełnie nową dla siebie estetykę. Fascynują go uliczne graffiti i stylizowane szyldy sklepów... bardzo nieangielskie. Jego zdaniem polska sztuka użytkowa tego okresu nie miała sobie równych. Howson interesuje się życiem przeciętnego warszawiaka. Nie ma pojęcia, że pochodzi on z całej Polski. Wieczorami odwiedza kluby młodzieżowe, w dzień place zabaw. Szuka powrotu radości do okaleczonego miasta: takim akcentem może być rodzina jedząca piknik na tle Stadionu Dziesięciolecia, czy młodzi Warszawiacy pożądliwie przyglądający się wystawom sklepowym. Znajduje też radziecki sputnik w Pałacu Kultury i Nauki i wędkarzy nad Wisłą... Życie wraca po śmierci – taką Warszawę zapamiętał.

 

 

Źródło: Materiały prasowe ZPAF

 

Dodaj komentarz

Kod antyspamowy
Odśwież

Czytaj więcej

Fujifilm potrójnym z…

Powszechnie uznawane za najcenniejsze wyróżnienia w branży, przyznawane przez TIPA...

Pełny przegląd apara…

Firma C.S.I. Foto i Video poinformowała o wprowadzeniu do swojej oferty...

Pomiar światła i kom…

Najczęściej popełnianym błędem obok braku ostrości jest niedoświetlenie lub prześwietlenie...

Zdjęcia

Forum

Sylwetki

Marcin Pycha

Marcin Pycha

"Fotografia interesowała mnie odkąd pamiętam i pomimo wielu innych zainteresowań zawsze towarzyszy...

Lilianna Bryszewska

Lilianna Bryszewska

"W 2004 roku kupiłam swoją pierwszą lustrzankę..."        

Robert A. Mason

Robert A. Mason

"Fotograf-amator, amator fotografii. Fotografuję wszystko co mi się podoba, jeszcze częściej robię z...

Reklamy Google